Maseczki „życiodajne”, choć zupełnie niewydajne

Dokładnie 16 kwietnia przypadła pierwsza rocznica wprowadzenia obowiązku noszenia maseczek, które traktowane niczym jakiś parareligijny fetysz, mają nas uratować przed wymarciem całego narodu. Jeszcze na początku ubiegłego roku, ówczesny Minister Zdrowia prof. Łukasz Szumowski zachowywał się jak profesor nauk medycznych i traktował maseczki, zgodnie z wiedzą medyczną, czyli wyśmiewał pomysł noszenia takiej garderoby na twarzy, twierdząc, że nie ma pojęcia, po co ludzie je noszą. Potem jednak, niczym rasowa primabalerina, wykonał gwałtowną woltę i cała medyczna wiedza poszła się ……… Taka była mądrość etapu. Minister ogłosił, że aby uratować naród przed pomorem, trzeba zasłaniać usta i nos wszędzie. Może to być maseczka, ale od biedy wystarczy jakiś komin, szalik, przyłbica, czy jakikolwiek kawałek szmaty! Tak proszę szanownych Państwa, przed wirusem, który ma rozmiary jednej sześćdziesięciomilionowej milimetra, ma chronić jakikolwiek kawałek szmaty!

Obowiązek został wprowadzony kompletnie bezprawnie i na dokładkę za wyłamanie się z przymusu, wprowadzono karę w wysokości aż pięćset złotych. Po ulicach zaczęli ganiać ludzi policjanci. Czasem były to patrole mieszane składające się z policjantów i niezawodnych żołnierzy WOT. Internet zalały filmiki pokazujące sceny wręcz niewiarygodne, bo faktycznie niektórzy mundurowi zachowywali po prostu jak obłąkani. Szalone pogonie, glebowanie ludzi i zakuwanie w kajdanki niczym jakichś niebezpiecznych kryminalistów. Przez kraj przeszła fala oburzenia. I co zrobiła Policja? Zawstydzili się, zaczęli przepraszać, że trochę ich poniosło? W żadnym przypadku. Komenda Główna Policji ogłosiła, że ma specjalny wydział do śledzenia aktywności obywateli w internecie i jak ktoś będzie udostępniał filmy, pokazujące jak zachowują się funkcjonariusze, to będzie namierzony i ścigany. Do tego służą nasze podatki.

Nakręcony został strach do granic obłędu. Skutecznie napuszczono na siebie ludzi. Ktoś, kto nie miał nałożonej szmaty, czyli kagańca posłuszeństwa, miał być — zgodnie z zaleceniami rzecznika prasowego Ministra Zdrowia — traktowany jak człowiek objęty infamią, czyli po prostu zaszczuty. W Brzesku zatrzymano pociąg, żeby na żądanie rozhisteryzowanych pasażerów, wytargać z wagonu kobietę, która nie miała założonej szmaty na twarzy. Kompletna paranoja, pokaz tego, co może z ludzi zrobić profesjonalna propaganda. Żadne wykształcenie nie chroni przed siłą agresywnej psychomanipulacji. Będą mieć co opisywać przyszli historycy i niektóre osoby nie będą z tego dumne.

Kiedy sądy zaczęły uchylać bezprawne mandaty, władza po prostu przyjęła ustawę, w której wprowadzono przymus noszenia maseczek. Oczywiście w niczym to nie pomogło, bo pomóc nie mogło. Dowodem tego jest fakt, że w krajach, gdzie takiego obowiązku nie ma, ilość zakażeń wcale nie jest większa, niż w krajach, gdzie szmaty trzeba nosić. Taka jest prawda i jakkolwiek agresywnie by nie krzyczeć i nie odsądzać od czci i wiary ludzi, którzy się temu sprzeciwiają, to i tak nie będzie inaczej – żadna szmata nie ochroni przed wirusem.

Przyjmując tę ustawę, która zaczęła obowiązywać od 10 października, władza pośrednio przyznała, że poprzednio przez pół roku prześladowała ludzi bezprawnie, bo gdyby było inaczej, to po co było wprowadzać po pół roku dodatkową regulację ustawową? W normalnej sytuacji wszystkie bezprawnie nałożone kary powinny być natychmiast uchylone, osoby przeproszone, a ci, którzy bezprawnie prześladowali ludzi, powinni być ukarani za nadużycie władzy. Czy coś takiego się stało? Nic podobnego. Bezprawnie wymierzone mandaty, pewnie w wysokości sporej ilości milionów, państwo sobie po prostu zatrzymało, jak gdyby nic się nie stało. Czy ktokolwiek został ukarany za nadużycie władzy? Pytanie trochę naiwne. Zrobiliśmy, co nam się podobało i co nam zrobicie? I to by było na tyle w kwestii prawa i sprawiedliwości. O Konstytucji nawet nie warto wspominać, bo od dawna jest już pośmiewiskiem w Polsce.

Po tym całym cyrku trwającym 10 miesięcy gdzieś w lutym bieżącego roku ogłoszono, że maseczki jednak faktycznie……. nie chronią! W głównym wydaniu programu wieczornego, nazywanego nie wiadomo dlaczego Wiadomościami, bo zdecydowanie bardziej adekwatna byłaby nazwa Propaganda Maxima, ktoś poprzebierany w szmacianą maseczkę z zapałem dmuchał przez nią, a pingpongowa piłeczka efektownie toczyła się po stole, udowadniając, że maseczka mniej więcej tak skutecznie chroni przed wirusem, jak majtki chronią przed smrodem po puszczeniu bąka. W tym samym dniu ogłoszono, że równie słynne przyłbice też nie chronią przed wirusem, i nigdy nie chroniły. Tak więc zupełnie niepotrzebnie nawet najbardziej zacne persony paradowały po mieście przez prawie rok w tym urządzeniu na głowie niczym clowny na cyrkowej arenie. W jeden wieczór poważane do tej pory przyłbice stały się obiektem śmiechu i obciachu. Tak więc goodbye przyłbice. Jeszcze dzień wcześniej mogliście obywatele wydurniać się na ulicach w tych przyłbicach, ale od dzisiaj w takim wdzianku też poniesiecie pińcet minus. Pamiętajcie – tylko maseczka! Zmieniła się mądrość etapu.

Ogłoszono również, że przed wirusem chronią w zasadzie tylko maseczki wyprodukowane przez nową fabrykę uruchomioną przez jakiegoś bliżej nieokreślonego dobroczyńcę narodu polskiego. Przez tę maseczkę piłeczki pingpongowej nie da się zdmuchnąć, a więc jest skuteczna na wirusa, co zaprezentowała ta sama głowa ubrana w pampersa, która przedtem z powodzeniem zdmuchiwała piłeczkę w maseczce typu majtki. To miał być absolutnie rozstrzygający dowód „naukowy”. Troszkę przypominający słynne parówki pękające w eksperymentach „naukowych” w wiadomej sprawie. No cóż, jaka nauka, tacy i „naukowcy” i „naukowe” eksperymenty. Faktycznie, obywatele wyedukowani przez program Propaganda Maxima, zaczęli w coraz większym stopniu używać profesjonalnych maseczek typu pampers, wyprodukowanych w fabryce bliżej nieokreślonego dobroczyńcy narodu polskiego. Maseczki typu majtki stopniowo traciły na poważaniu. Szkoda, bo co prawda przed niczym nie chronią, ale przynajmniej w niektórych przypadkach były ładne, np. dopasowane do sukienki itp. (ach te kobiety, ze wszystkiego zaraz zrobią sobie modę), natomiast te nowe, też nie chronią przed niczym, a na dodatek są po prostu brzydkie – prawdziwe pampersy.

Od połowy maja zezwolono ludziom na otwartej przestrzeni chodzić bez maseczek, czyli zmniejszono prześladowania poddanych, określane w nowomowie jako „obostrzenia”. W przestrzeni zamkniętej nadal szmateczki (nawet takie jak te, przez które można zdmuchnąć piłeczkę pingpongową) nadal obowiązują. Przed niczym nie chronią, ale to nie ma znaczenia, bo nie mają chronić, tylko mają uczyć posłuszeństwa.

Kiedy w kwietniu wprowadzano tę szykanę, mówiło się, że będzie ona obowiązywała dwa lata. Wówczas wydawało się, że to niemożliwe, ale raczej tak będzie, ponieważ właśnie dwa lata to okres, który jest konieczny, żeby proces tresury się zakończył. Wiedzą o tym choćby np. w urzędach pracy, gdzie zauważono potrzebę i zasadność przeprowadzenia szkolenia przez psychologów dla długotrwale bezrobotnych, tj. osób, które dwa lata pozostają bez pracy. Szkoda tylko naszych policjantów, że muszą wykonywać te kaprysy władzy i tracić szacunek, tak ciężko odpracowany po spadku po niesławnej i okrytej powszechną pogardą Milicji Obywatelskiej.