Co dalej z brzeską ginekologią?

PIC01586.JPG

Oddział ginekologiczno-położniczy w brzeskim szpitalu, po prawie pięciu miesiącach przerwy zostanie ponownie uruchomiony. Personel wraca do pracy od 17 sierpnia, a od 24 sierpnia przyjęte zostaną pierwsze pacjentki. Nowym ordynatorem został dr Szczepan Bartkiewicz, który pracował na takim samym stanowisku w szpitalu w Tuchowie, a następnie był zatrudniony w Tarnowie. Oddział będzie funkcjonował na dotychczasowych zasadach, czyli jako oddział prowadzony przez SP ZOZ, a więc przez nasz szpital. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, prywatna firma profesora Dariusza Boronia z Katowic, nie przejmie jako podwykonawca znacznej części podpisanego w zakresie ginekologiczno-położniczym przez szpital kontraktu z NFZ. Przyczyną jest brak zgody ze strony NFZ, czego z resztą można się było spodziewać, i bardzo dziwne wydaje się że ogłoszono wejście firmy prof. Boronia do brzeskiego szpitala zanim jeszcze został podpisany aneks z NFZ, tak jakby to był zupełnie nieistotny szczegół i zwykła formalność. Pełniący w zastępstwie pani Szczurek-Żelazko, która od kilku lat intensywnie poświęca się karierze politycznej, obowiązki dyrektora, zastępca dyrektora ds. lecznictwa Adam Smołucha nie wyraźnie nie jest zadowolony z takiego obrotu spraw. Uruchamia ponownie oddział, ale nie ukrywa że traktuje to jako rozwiązanie tymczasowe do momentu, kiedy NFZ udzieli zgody wejście do szpitala przez podmiot prywatny.

Nie ulega wątpliwości, że sytuacja w brzeskiej ginekologii jest bardzo trudna. Poważny kryzys który właśnie teraz objawił się w całej okazałości, nasilał się od wielu lat i obecnie mamy tego skutki.

Konieczne staje się przeprowadzenie poważnej analizy sytuacji, spojrzenie prawdzie w oczy i zaprzestanie dyplomatycznego milczenia i udawania że nic się nie dzieje, kiedy tak naprawdę brzeska ginekologia jest na skraju przepaści.

Analizę obecnej sytuacji oraz jak do tego doszło przeprowadził bardzo dokładnie nie kto inny tylko sam p.o. dyrektora Adam Smołucha. Jego wyjaśnienia na Komisjach Rady Powiatu przedstawiają obraz ponury i trochę przerażający. Była to chyba jedyna w historii tak krytyczna w nie zostawiająca suchej nitki na pracy oddziału, analiza dokonana przez osobę która od trzynastu lat jest w tym szpitalu zastępcą dyrektora do spraw lecznictwa, a obecnie od kilku lat pełni dodatkowo obowiązki pierwszego dyrektora, ponieważ jako się rzekło, pani Szczurek-Żelazko pochłonięta karierą polityczną, nie znajduje już czasu na zajmowanie się szpitalem, chociaż stanowisko dyrektora, nie wiadomo po co, nadal blokuje. Oczywiście nie trzeba dodawać, że p.o. dyrektora nie poczuwa się absolutnie do żadnej winy za zaistniałą sytuację. Po wysłuchaniu opowieści pana Smołuchy, aż się prosi podstawowe pytanie, którego radni jednak nie zadali: Panie Szanowny, kto tam jest od trzynastu lat dyrektorem?!

Aby nie było żadnych niedomówień najlepiej będzie opublikować nagrania wypowiedzi p.o. dyrektora damaSmołuchy i jego druzgocącą ocenę pracy zatrudnionych tam lekarzy, co też w najbliższym czasie zostanie uczynione, abykażdy sam mógł sobie wyrobić zdanie.

Już sam fakt, że można było dopuścić do takiej sytuacji wydaje się przerażający. Działania naprawcze powinny były zostać podjęte co najmniej kilka lat wcześniej. Obecnie to jest odbudowywanie wszystkiego po prostu na ruinach. Wyrazy uznania i podziwu należą się średniemu personelowi medycznemu – tym wszystkim położnym, które w tak ekstremalnych warunkach z prawdziwym poświęceniem pracowały przez tyle lat.

Kiedy już wiemy jak trudna jest sytuacja, niezbędne stajeprzeprowadzenie bardzo poważnej dyskusji na temat koniecznych środków zaradczych. Tego po prostu nie da się uniknąć i żadne obrażanie się czy fochy nic tu nie zmienią, a mogą jedynie pogorszyć i tak kiepską sytuację. To jest konieczne i będzie musiało być zrobione niezależnie od tego czy się to komuś podoba czy nie.

Należy ustalić czy dwie rzeczy. Po pierwsze: czy uruchomienie dobrego oddziału ginekologiczno-położniczego prowadzonego bezpośrednio przez szpital w obecnych realiach ekonomicznych oraz tych panujących na rynku pracy, jest obiektywnie możliwe czy nie. To znaczy, że nie tylko p.o. dyrektora Adam Smołucha sobie z tym wyzwaniem nie poradzi, ale nie poradzi sobie też żaden inny menadżer, ponieważ jest to obiektywnie niemożliwe.

Po drugie: czy jeżeli po dokładnej analizie, okaże się, że po spełnieniu określonych warunków, jest możliwe uruchomienie oddziału w strukturach SP ZOZ (a trzeba zwrócić uwagę, że wszędzie w regionie właśnie w taki sposób funkcjonują oddziały ginekologiczno-położnicze i dyrektorzy tych szpitali jakoś sobie jednak radzą, czyli wygląda na to, że jednak da się to zrobić), to przed podjęciem ostatecznej decyzji należy ustalić gdzie leży problem.

Możliwości są trzy:

1. p.o. dyrektora Adam Smołucha po prostu  nie potrafi uruchomić dobrego oddziału mimo tego, że jego koledzy,dyrektorzy szpitali w całym regionie potrafią, a więc jest po prostu niekompetentny (i co w związku z tym?)

 

2. p.o. dyrektora Adam Smołucha posiada odpowiednie kompetencje i potrafiłby uruchomić oddział na wysokim poziomie, ale mu się zwyczajnie nie chce (i co w związku z tym?)

 

3. p.o. dyrektora Adam Smołucha posiada niezbędne kompetencje i umiejętności, ale nie chce uruchomić dobrego oddziału prowadzonego bezpośrednio przez kierowany przez siebie szpital, ponieważ postanowił, że docelowo oddział zostanie przekazany podmiotowi prywatnemu i konsekwentnie do tego celu dąży ( i co w związku z tym).

Uzyskanie rzetelnych odpowiedzi na te pytania należy do podstawowych obowiązków władz powiatowych. Nikt tu nikomu łaski nie robi i nie ma się co dziwić, że opinia społeczna jest żywotnie zainteresowana tą sprawą. Od tego zależy jakie dalsze decyzje powinny zostać podjęte.

Być może po poważnej analizie i rozeznaniu wszystkich możliwości jakimi dysponujemy, dojdziemy do wniosku, że tak się jakoś złożyło, że powiat brzeski jednak nie posiada możliwości uruchomienia dobrego oddziału ginekologiczno-położniczego o własnych siłach i konieczne jest wpuszczenie do szpitala podmiotu prywatnego, który sobie poradzi z tym czego nie może p.o. dyrektora Adam Smołucha, ani żaden inny menadżer mający doswiadczenie w zarządzaniu jednostkami leczniczymi. Powinno się to jednak stać dopiero po przeanalizowaniu wszystkich możliwości, jako absolutna ostateczność. Nasz powiatowy Szpital nie jest własnością pana Smołuchy. To jedna z najważniejszych instytucji publicznych zatrudniająca kilkaset pracowników, udzielająca każdego roku tysięcy, czasami bardzo skomplikowanych i wymagających najwyższej wiedzy świadczeń leczniczych. Absolutnie nie może być tak, żeby  podejmowanie decyzji o de facto stopniowym sprywatyzowaniu jednego z najważniejszych oddziałówszpitala, a więc o dalekosiężnych skutkach, zdecydowaniewykraczających poza te trzy lata jakie pozostały do końca kadencji obecnych władz powiatowych, zależało właściwie od jednego człowieka, przy bierności i kiwaniu głowami powiatowej Zwierzchności.

Jako się rzekło, analiza sytuacji brzeskiej ginekologii została już dokonana przez p.o. dyrektora Adama Smołuchę i jest ona druzgocąca. W najbliższych dniach zostaną opublikowane nagrania z wypowiedziami pana Smołuchy na ten temat.

Analiza możliwości lub braku możliwości funkcjonowania oddziału w strukturach SP ZOZ i ich przyczyn jest jeszcze przed nami. Do tej pory władze powiatowe jeszcze się tym zadaniem nie zajęły. Radni rozjechali się na urlopy, więc może chociaż po wakacjach jakaś w miarę sensowna dyskusja się jednak odbędzie i dowiemy się czy faktycznie nikt nie jest sobie w stanie poradzić z uruchomieniem w Brzesku dobrego oddziału ginekologiczno-położniczego i konieczna jest prywatyzacja, czy też można by taki oddział uruchomić, tylko na przeszkodzie stoi jedna z trzech przeszkód po stronie p.o. dyrektora wymienionych wyżej. Jeżeli jest właśnie tak, to pozostaje niejako gestaltowskie pytanie: co w związku z tym? Czy władze powiatu będą miały odwagę podjąć stanowcze kroki, czy też będą się bać narazić na zmarszczenie brwi formalnego dyrektora szpitala, który jest wiceministrem zdrowia, a więc ma w życiu swoje pięć minut. Tylko te „pięć minut” – jak wszystko na tym świecie – się skończy. Pani Szczurek-Żelazko spakuje się i wyjedzie w swoje rodzinne strony na emeryturę, a my zostaniemy ze świadomością, że można było podjąć wysiłek zbudowania w strukturach SP ZOZ dobrego oddziału gonekologiczno-położniczego wzorem np. rehabilitacji czy ortopedii która jest szeroko znana i ceniona, tylko brakło elementarnej odwagi. To będzie oczywiście miało swoją cenę, bo trze trzy lata do końca kadencji szybko miną, a w polityce sytuacja jest dynamiczna i takiego zaniedbania polityczna konkurencja bez wątpienia nie omieszka nie wykorzystać. Wtedy nie pomogą żadne kilometry dróg, chodników, przepustów.  

Jan Waresiak