Muszkieterów trzech i Wawryka Grzech

Tegoroczna kampania wyborcza w wyborach samorządowych, zwłaszcza wśród kandydatów na urząd burmistrza, jest wyjątkowo zaciekła. Polaryzacja poglądów między obecnym burmistrzem a jego kontrandydatami jest gigantyczna. Potencjalni burmistrzowie nie zgadzają się ze sobą tak bardzo, że niedługo przestaną się zgadzać nawet w kwestii, która jest godzina.Przykładem tego mogą być sytuacje dosłownie sprzed kilku dni. W wywiadzie dla Radia RDN Małopolska kandydat PiS Sławomir Pater rozmawiał na temat Brzeskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, w którym niedawno miały mieć miejsce duże zwolnienia spowodowane oszczędnościami, bo sytuacja BOSiR pod rządami Dadeja jest po prostu tragiczna i jest ryzyko, że zwyczajnie mogłoby braknąć środków na wypłaty. Bardzo dotknięty taką opinią poczuł się Dyrektor tej jednostki Marek Dadej, który w Internecie opublikował pełne oburzenia pismo, w którym zażądał od Sławomira Patera przeprosin, wyjaśnień, zadośćuczynienia… i Bóg wie jeszcze, czego by chciał. Do kompletu brakuje jeszcze tylko żądania, żeby Pater ubrał się we włosienicę i trzy dni stał w pokorze przed drzwiami BOSiR-u na łaskę ucałowania dłoni obrażonego Dadeja. Równie dotknięty całą sprawą poczuł się Grzegorz Wawryka, który stwierdził (również na antenie RDN), że Sławomir Pater produkuje fałszywe informacje i zwyczajnie okłamuje wyborców. Zapowiedział również pozwanie kandydata PiS w trybie wyborczym, bo nie da się ukryć, że to świadczy o wyjątkowym nieogarnięciu i ciamajdowatości Wawryki, że dopuścił do takiej sytuacji.

Od razu po tych szumnych zapowiedziach, pojawiły się internetowe trolle Wspólnoty Samorządowej, które poza spamowaniem do swojego repertuaru dorzuciły jeszcze tekst „Pater- kłamca wyborczy”. To świadczy jak wawykowi wspólnotowcy są przerażeni?

Akurat tak się składa, że dwa dni później Sławomir Pater pisał do mnie z zaproszeniem na spotkanie wyborcze. Zapytałem go przy okazji, jak poszła szumnie zapowiadana przez spółkę Dadej&Wawryka sprawa trybie wyborczym w Sądzie Okręgowym i dowiedziałem się… że o sądzie to słyszał tak samo, jak ja — tylko w radiu (no nie wiem lol, czy coś?). No cóż, w chlapaniem głupot w radiu RDN Grzegorz Wawryka ma ogromne doświadczenie i praktykę, więc nie dziwi nic.

Podobna sytuacja miała miejsce po debacie, która odbyła się w Radiu Kraków (taaaaaaak miała miejsce debata wszystkich kandydatów, zdziwienie co? Jak się okazuje wawrycza propaganda z wątpliwej jakości debatą organizowaną przez Głos Brzeski też nieco mija się z prawdą). Tak czy inaczej, na pytanie Tomasza Latochy, dlaczego urzędnicy miejscy w godzinach pracy rozwieszają plakaty obecnego burmistrza po mieście, Grzegorz Wawryka zagotował tak bardzo, że niemal można było usłyszeć w radiu syk pary wydostającej się z uszu. Oczywiście wszystkiemu zaprzeczył. W tej sytuacji również Tomasz Latocha miał otrzymać pozew w trybie wyborczym, aby przeprosił za to jakże krzywdzące stwierdzenie.

Tak się jakoś złożyło, że i tym razem bojowo nastawiony Grzegorz Wawryka zaatakował Tomasza Latochę jedynie zapowiedziami: Pan kłamie, kłamie kłamie… no i to by było na tyle. Jak przyszło co do czego, to podkulił ogon i – cytując klasyka – skorzystał z okazji, żeby siedzieć cicho. Następstwem tej słynnej poniedziałkowej debaty było jedynie to, że postawiono prawdziwą straż przy liście obecności pracowników urzędu miejskiego, tak żeby nikt nie mógł zrobić zdjęcia. Po raz kolejny gmina Brzesko pokazała swoją śmieszność. Trzeba było panie Grzegorzu Wawryka poprosić prezesa Mariana Czarnika albo Klimka. Obaj są prezesami Straży Pożarnych w swoich miejscowościach i mogliby Panu zorganizować elegancką wartę jak przy Grobie Pańskim.

Nasuwają się tu dwa konkretne pytania: pierwsze — jak to jest z tymi zwolnieniami na BOSiR? Bo wygląda na to, że jednak były skoro było to poruszone na komisji, a Pani Skarbnik, nie kryjąc poirytowania, tłumaczyła radnym, że już po prostu nie ma więcej pieniędzy na wieczne dorzucanie Dadejowi do jego piaskownicy. Burmistrz Wawryka mając pełną świadomość, jaka jest prawda, zamieścił Dadejowe pismo z żądaniem przeprosin na oficjalnej stronie Urzędu Miejskiego, i tym samym wziął na siebie pełną odpowiedzialność za to, co Dadej w BOSiR wyrabia. Po szumnych zapowiedziach w radiu odpuścił sobie pójście na czołówkę w Sądzie. Może dotarło do niego, że Sąd to nie obecna Rada Miejska, która będzie na stojąco oklaskiwać każdą głupotę, którą Wawryka zechce wygłosić. Byłoby przykro, gdyby trzeba było wszystko odszczekać. Instynkt samozachowawczy podpowiedział więc, że lepiej cicho w budzie siedzieć – to jedna z nielicznych sensownych decyzji, jaką Wawryka może się poszczycić w ostatnich czasach.

No i drugie pytanie: jak to było z tymi urzędnikami. Tak coś wydaje się, że jednak wydziałowi promocji gminy na czele z panem Bigajem trochę pomieszały się kierunki i na jakiś czas zostali wydziałem promocji Grzegorza Wawryki. Tylko dlaczego za propagandę Wawryki mamy płacić wszyscy? Nie stać go, żeby swoich pracowników opłacić z własnych środków, tak jak wszyscy pozostali kandydaci?

Na dwa dni przed ciszą wyborczą, Grzegorz Wawryka i jego Wspólnota interesów wypuściła materiał wyborczy, w którym Wawryka w tekście „Trzech muszkieterów” obśmiał wszystkich trzech konkurentów. Po miałkości tych zarzutów widać, iż bajkopisarz, u którego tekst zamówiono najlepsze dni ma już dawno za sobą. Lepiej było już nic nie pisać. To przypomina troszkę obszczekiwanie i szarpanie nogawek u spodni przez kundla, który wie, że nie może żadnej krzywdy zrobić, a jak naprawdę rozzłości tego, kogo atakuje, to może zaliczyć takiego kopa, że się w trzy sekundy znajdzie na śmietniku historii. Zarzucił między innymi Tomaszowi Latosze, że będąc na poświeceniu kolejnego samochodu w OSP w Jadownikach, kupił dzieciom z tamtejszej Dziecięcej Drużyny Pożarniczej zadymiacz, o który go opiekunowie DDP prosili, a będąc w Mokrzyskach na podobnej uroczystości kupił …toporek. No cóż, przynajmniej Tomasz Latocha kupił to za własne pieniądze, a jadąc gdzieś, wie jak się zachować. A pan panie Grzegorzu Wawryka, kupił dzieciom choćby paczkę cukierków z własnych prywatnych pieniędzy? Wątpię, bo gdyby tak było, to Bigaj roztrąbiłby to na cały wszechświat.

Pozostali kandydaci prowadzą swoje własne firmy lub są — jak w przypadku Tomasza Latochy – odnoszącymi duże sukcesy menadżerami. Nie idą więc do wyborów po to, żeby się załapać na wypłatę burmistrza, bo potrafią zarobić w inny sposób na utrzymanie swojej rodziny, co udowodnili dotychczasowymi osiągnięciami. A co mógłby robić Grzegorz Wawryka, gdyby stracił swój stołek? Tak z ręką na sercu – czy ktoś z Państwa chciałby zatrudnić takiego pracownika jak Grzegorz Wawryka?

Oto mamy ostatni dzień kampanii, wszyscy pracują na najwyższych obrotach, bo już w niedzielę zweryfikowane zostaną ich starania przez głos ludu, a jak wiadomo: vox populi, vox Dei – głos ludu jest głosem Boga.

A ja mam tylko jedno pytanie do Grzegorza Wawryki — kto tu jest kłamcą wyborczym i kto Panu wymyślił tę nową rozwalającą ksywkę, „Człowiek godny zaufania”?

Michał Waresiak